Wigilia w cebulowym korpo

Jak nie ma co robić to zawsze można się integrować

Tym razem to coś wyjątkowego – Cebulowy dyrektor oznajmił Małej Mi z dumą. Po kilku latach bycia na stanowisku szefa zabłysnął inteligencją i postanowił popracować nad zgraniem swojego zespołu. W związku z powyższym wpadł na pomysł połączenia firmowej wigilii ze szkoleniem team buildingowym. Mała Mi oniemiała z wrażenia, gdy zapoznał ją ze swym pomysłem. Nie potrafiła powstrzymać się od pytania: po co teraz, po kilku latach? Jaki zespół teraz chcesz budować – baranie? No dobra tego ostatniego pytania nie zadała na głos. Oczywiście genialny pomysł Dyrektora dla niej oznaczał jedynie więcej roboty, ale do tego już się przyzwyczaiła. Co roku podnosi jej poprzeczkę, jakby chciał sprawdzić ile jest w stanie z niej jeszcze wycisnąć. Szkolenie poprowadzić miał trener z firmy zewnętrznej, która zaraz przysłała listę wymogów. Sala wielkości boiska dla 20 osób i tym podobne. Mała Mi jak zwykle stanęła na głowie i znalazła hotel, który zgodził się spełnić wszystko za marną kwotę jaką dysponowała. Za każdym razem zadziwia ją elastyczność tych ludzi i przeraża myśl, iż wynika ona z istnienia na rynku większej ilości takich korpo masakr jak ta, w której przyszło jej pracować. W Cebulowym korpo nic nie idzie łatwo 🙁 Rano w dniu tego tak oczekiwanego wydarzenia, gdy miała już wszystko dopięte na ostatni guzik, jeden z Cebulowych Menadżerów przypomniał sobie, że jest tak poważnie chory od tygodnia, iż w żaden sposób nie da rady przyjechać. Oczywiście Cebulowy Dyrektor uznał, że w takim razie Mała Mi ma załatwić odliczenie kosztów. Nieważne, że umowa podpisana zgodnie z wymogami cebulowego korpo wyraźnie wskazywała brak takiej opcji. “Musisz to ogarnąć” – tyle jej powiedział. No cóż i tym razem Mała Mi załatwiła sprawę. Szkolenie tak jak przypuszczała okazało się wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Cebularze wykazali szczyt buractwa, a trener choć robił co może nie był w stanie zrealizować swych ambitnych planów. Cebulowy dyrektor uśmiechał się głupkowato i apelował do swoich podwładnych o spokój – niczym pani w przedszkolu. Oni mieli go w głębokim poważaniu, zresztą jak zawsze. Mała Mi nie spodziewała się niczego innego, po tych kilku latach zna ich zbyt dobrze.

Zawsze się znajdzie jakiś pijany debil

Wieczorem podczas kolacji Cebulowy Dyrektor jak co roku wygłosił przemowę o tym jak to każdy musi troszczyć się o dobro zespołu i wyrzec się własnych ambicji celem osiągnięć ogółu. Wzniosłość jego słów spłynęła po Cebulowych Menadżerach niczym woda w ubikacji. Myśleli tylko o żarciu i piciu, ponieważ w Cebulowym korpo im więcej się nażresz i nachlejesz za firmową kasę tym lepiej. Mała Mi nigdy nie potrafiła zrozumieć, dlaczego w takich sytuacjach Ci ludzie nie pamiętają, że są w pracy. Jednak Cebula widocznie tak już ma, tym razem również pokazała swoją skrywaną warstwę. Jeden z Cebulowych Menadżerów stał się tak wylewny, iż przez 2 godziny wyłuszczał to jednej, to drugiej Cebulowej Bogini co powinna poprawić:

– jedna kolor włosów, bo blondu nie lubi
– druga nos, bo krzywy i uszy, bo duże
– u trzeciej zaś nogi jakieś takie nie bardzo

Cebula pod choinką
Mała Mi nie mogła wyjść z podziwu nad wywodem damskiego konesera, lecz bardziej ją zadziwiał kompletny brak reakcji u pozostałych panów, w tym samego dyrektora. Nikt nie zamknął mu gęby, choć szalał coraz bardziej. Nikt nie zwrócił uwagi, że pozwala sobie na zbyt wiele i choć obiekty jego przytyków były obrażone, to słuchały jego słów dalej. Szczęśliwym zbiegiem zdarzeń poziom upojenia cebulowego konesera damskiej urody osiągnął po tych kilku godzinach stan skłaniający do udania się do snu lub odwiedzenia ubikacji i potem snu, Mała Mi wolała tego nie analizować. Ważne, że rano przy śniadaniu, nasz Cebulowy Menadżer sprawiał wrażenie zadowolonego z wieczoru i nie dostrzegał problemu w swym zachowaniu – zero “przepraszam” czy “przesadziłem”. Szkolenie wszyscy przesiedzieli na telefonach, przecież trzeba pokazać jak bardzo jest się zapracowanym. Trener usiłował wyegzekwować uwagę, ale nie przebił się przez buractwo Cebularzy. Po obiedzie wszyscy zabrali się do domu, nie wysilając się na “dzięki”, bo przecież im się to należało. Mała Mi zabrała się do zamykania spotkania, co w Cebulowym korpo nie jest wcale proste – jedynie 5 różnych faktur na lichą sumkę, którą wydali. Tutaj wielkie ukłony, dla Pani z hotelu, której powieka nawet nie zadrżała, gdy je wypisywała. Potem już tylko rozliczenie i kilka maili z tłumaczeniem za co ta faktura, a do jakich kosztów zaliczyć, czy wniosek był klepnięty przez Cebulową panią z departamentu sprzedaży cebuli i Mała Mi mogła zabrać się do organizacji kolejnego szkolenia, konkursu i imprezy.

2 thoughts on “Wigilia w cebulowym korpo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *