Szkolenia z cebuli tylko po cebulowemu

Mała Mi ogromnie lubi organizację szkoleń, kto czytał wcześniejsze wpisy, ten dobrze o tym wie. Cebulowe korpo natomiast nieustannie dba o zadowolenie Małej Mi. Sezon wakacyjny to tutaj sezon zwiększonej ilości szkoleń. To nic, że sprzedawcy cebuli nie chcą nawet słyszeć o szkoleniach w tym okresie, kogo to obchodzi, przecież powinni dziękować, że mają szkolenia. To nic, że pracownicy marzą o spokojnym pójściu na urlop, przecież i tak nic nie robią, więc po co im urlop. Seria szkoleń? Dlaczego nie, wystarczy wymyślić terminy i wrzucić kolejną robotę innym. Oczywiście trzeba to zrobić minimalnym kosztem, więc koniecznie we własnych salach – to nie będzie problem, przecież cebulowy dział szkoleń wie wszystko. Zapewne tak, tylko nikomu nie chciało się użyć mózgu (no tak Mała Mi wymaga niewiarygodnego poświęcenia) i sprawdzić czy termin nowo wymyślonego szkolenia nie pokrywa się z innym, już zaplanowanym szkoleniem. Mała Mi czytała mail z informacją o nowej serii szkoleń, które oczywiście ona musi zorganizować, już od dłuższej chwili wpatrując się w pierwszą datę. Czy można być aż takim kretynem? – pomyślała. Przecież sami kazali jej ustalić terminy szkoleń ze sprzedaży cebuli na pół roku wcześniej. Po co to robić, skoro potem się nawet do tego nie zajrzy? Oczywiście, każdemu zdarza się popełnić błąd i to, że każą jej w tym samym terminie i na tej samej sali zrobić dwa różne szkolenia jest tylko drobną pomyłką, którą zaraz skorygują – tłumaczyła sobie Mała Mi. Niezwłocznie napisała maila do cebulowych szkoleń z informacją o konieczności zmiany terminu szkolenia, z uwagi na to, iż jakiś kretyn nie zauważył, że jest już wtedy inne ( no dobra użyła łagodniejszej wersji). Jakże bardzo zaskoczyła ją odpowiedź: termin jest niezmienialny! Mała Mi nie powstrzymała się przed pytaniem czy ma zrobić oba szkolenia na jednej sali, ponieważ terminu szkolenia ze sprzedaży cebuli także nie da się zmienić. No cóż – usłyszała – musisz to jakoś załatwić. Nikt nawet nie zapytał czy da radę ogarnąć organizację dwóch szkoleń w tym samym dniu, przecież kogo to obchodzi, liczy się tylko to, że cebularz zrzucił łajno ze swego biurka. Niestety takie łajno to nie jest sporadyczny wypadek w cebulowym korpo. Tak samo było przy szkoleniu dla cebulowych menedżerów. Kiedy to dział szkoleń przysłał termin, tylko nie sprawdził wcześniej czy sala jest wolna. Oczywiście nic nie dało się zmienić i Mała Mi dostała zadanie organizacji szkolenia w sali zewnętrznej, tylko w kosztach sali własnej. Standardowe działanie czyli obcinanie budżetu i wymaganie cudów za gówniane pieniądze. Po 5 mailach z błaganiem o parę marnych groszy łaskawie zgodzono się na zwiększenie budżetu, czy raczej przyznanie go w standardowej kwocie. Po ciężkich negocjacjach z hotelem, Małej Mi udało się jakoś spiąć wszystko. Przyszedł dzień szkolenia, weszła na salę i oniemiała. Zamiast trzech prowadzących było pięcioro – zero wcześniejszej informacji, zero przepraszam, zapomnieliśmy wspomnieć, zero nawet “całuj w dupę”. Stawaj na głowie i załatwiaj, kogo obchodzi że koszty zwiększają się o dwie osoby. Przecież to tylko obserwatorzy, czyli zasrani cebularze, którzy siedzą i nic nie robią, o przepraszam – żreją za friko. Lecz to już problem Małej Mi, więc haruje jak wół, by potem jak zwykle usłyszeć, że podwyżki w tym roku nie są przewidziane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *